2010-08-15 22:11:40 >> Who watches Poland?

 

Czasami wydaje mi się, że jestem w pewnym sensie konwencjonalna, niemalże monotematyczna – jeżeli chodzi o prowadzenia bloga przynajmniej. Czy jest to złe, nie, nie sądzę, w końcu lubię poruszać pewne tematy pod różnymi kątami. Czas więc na kolejną notatkę z cyklu Polska – z perspektywy nieco historycznej oraz... filmu „Watchman”.  



Matthew Goode jako komiksowy Ozymandiasz

Najpierw warto więc napisać nieco subiektywnych odczuć dot. powyższego filmu. „Strażnicy” to film po brzegi wypełniony akcją, tak, że aż chaotyczny, i zawierający procent fabuły w stosunku do dziewięćdziesięciu dziewięciu procent akcji. Jedyne, co ratowało film to zniewalająco przystojny Ozymandiasz oraz plakietka z uśmiechniętą buźką, która pomagała mi się – zadziwiająco – zorientować się w wartkiej fabule filmu. Inna sprawa, że nie zwróciłam uwagi na (znaczną?) część fabuły, bo zniknęła ona gdzieś w rzucanych ciągle przez różne osoby dziwnych/śmiesznych komentarzach.

 

Trochę inaczej spojrzałam film po wyłowieniu różnych informacji z sieci, oraz po obejrzeniu różnych scen z filmu, doszłam, do wniosku – uwaga – że ten film miał jednak pewien sens i przekaz.

 

Szczególnie pozytywne wrażenie zrobił na mnie z pozoru zwyczajny klip – zapowiedź filmu z perspektywy Ozymandiasza, inteligentnego, (pięknego) i oczywiście skomplikowanego bohatera, wzorującego się na Aleksandrze Wielkim (Link poniżej).

 

Zwiastun z perspektywy Ozymandiasza http://www.youtube.com/watch?v=PWZnXHljev8

 

Pomijając tak banalne rzeczy, jak miłą nutę melodii oraz blondwłosego Matthew Goode, przykuł moją uwagę dość zwykły napis. Who watches the watchman?, a więc kwestia odpowiedzialności. Dostojewski, nie tylko zresztą on, poruszał kwestię odpowiedzialności specjalnych jednostek, „lepszych” czy też „właściwych ludzi”. Film również (choć absolutnie nie w tak kunsztownej i wykwintnej formie) powraca do problemu osób, które są w stanie zrobić więcej niż inni, niemalże powinni – jednak jak powinny wyglądać ich kompetencje? Jakie granice powinny przekroczyć, jakich nie mogą by - no właśnie, co zrobić, ulepszyć świat? W czyim zresztą rozumieniu?

 

(W tym miejscu chętnie pokusiłabym się o skomentowanie postawy Ozymandiasza, jednak liczę najpierw na zabranie wpierw głosu przez wtajemniczonych/stałych czytelników).


Kompleks wyższości?

Abstrakując od filmu jako takiego, patrząc bardziej historycznie. Who watches Poland?, kto o niej coś słyszał, pytanie to samo ciśnie się na usta przy ukazanym filmie konflikcje z komunistami?

 

Czytając w internecie komentarze fanów filmu, byłam (nieco) zdegustowana. Ludzie pisali (przeważnie) mniej lub bardziej mądre komentarze odnośnie filmów, bronili lub atakowali fikcyjnego bohatera Ozymandiasza – tak, facet miał kasę, klasę, no i łeb na karku, poświęcił miliony – a pal to diabli, ale zapewnił pokój na świecie. Komentarze te wydają się absurdalne i wręcz nie mają racji bytu w konteście wojny polsko bolszewickiej, a potem stanu wojennego, Solidarności, Okrągłego Stołu. Na stronach internetowych bić piany nie będę – ostatecznie, film to film, oparty na podstawie komiksu.
 
Sztampowy przykład anglosaskiego bohatera. Wyłącznie na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za świat. Uwaga, tragizm!

Problem w tym, że Brytyjczycy („Watchmen/Strażnicy” to brytyjski komiks) i Amerykanie przedstawiając wielkie wydarzenia historyczne, uzurpują sobie prawo do całkowitego przekreślenia rzeczywistych usług różnych narodów, np. właśnie Polski, ważnych wydarzeń historycznych (poza swoimi własnymi... jeśli takowe były), za to stworzenia nowej historii własnej, pełnej chwały i glorii, co jest szczególnie niewskazane/szkodliwe w kontekście edukacji historyczno-geograficznej w krajach Zachodu – czyli absolutny brak umiejscowienia Polski na przestrzeni geograficznej, a co dopiero historycznej („No tak, ale wiedziałam, że Polska leży gdzieś w Europie!”; „To dlaczego wyście się Ameryki nie bali i nienawidzili, skoro u was komunizm był?” [sic![).

Jeżeli szeroko pojęci twórcy zajmuja się problemem odpowiedzialności... to moja wskazówka, panowie twórcy komiksów/filmów, przemyście dokładnie co odpowiedzialność znaczy. Mówiąc już krótko i prosto: sugeruję odpowiedzialne przekazanie tła historycznego. Mówię:  czapki z głów. Nie, to nie Camus, ja się nie uchylam, ja żądam skromności i uchylenia.



Tagi: polska, strażnicy, watchman, ozymandiasz
skomentuj (7)




2010-04-14 18:03:13 >> Z pokorą i uniżeniem

Słuchając dziś Jedynki przez dobrą chwilę zastanawiałam się, czy ja naprawdę nie mam problemów ze słuchem, albo czy aby na pewno nie mamy dzisiaj pierwszego kwietnia. Jednak ponieważ tak nie jest, stwierdzam, że radio bezwstydnie karmiło słuchaczy zwykłymi herezjami!

Rzecz tyczyła się niedzielnego przyjazdu Baracka Obamy do Polski oraz stosunków polsko - amerykańskich. Ja nie potrafię pojąć dlaczego media przywiązują wręcz frenetyczną uwagę do przyjazdu prezydenta Ameryki do naszego kraju. (Obama tu, Obama tam, i-ja-ija, o!) Co innego gdyby miał nie przylecieć. Dziennikarze - było ich dwóch - mówili, niemal frenetycznie, iż Obama przyjeżdza do Polski nie dlatego, że zgadzał się z polityką b.p. Lecha Kaczyńskiego, ani nie dlatego, że się z nim przyjaźnił, lecz jego uczestnictwo w pogrzebie ma oznaczać poparcie dla polskiej polityki. Na tym się jednak temat nie kończył, bynajmniej, dziennikarze rozwodzili się w najlepsze nad polityką; jeden z nich stwierdził, iż stosunki nasze ze Stanami ograniczają się do symbolicznego poparcia (tj. niematerialnego) (panowie to powiedzieli, jakby to był naturalny stan rzeczy; jakby to, że wysyłamy naszych żołnierzy by ginęli w Afganistanie nie miało żadnego znaczenia i jakby to było naturalne, że nasz kraj nie ma żadnych z tych korzyści). Jakby tego było mało, dziennikarze oznajmili, że powinniśmy się cieszyć, że Obama, który ostatnio zaniedbał stosunki z nami, przyjeżdza do nas, żeby pokazać, że się "poprawił"; powinniśmy się więc cieszyć i wykonać do niego za to jakiś gest, wywyższyć go nad prezydentem Rosji. To jest po prostu niesamowite! Jak to jest, że taki kraj jak Polska, wstydzi się sam siebie i w takie oto w/w sposoby próbuje usprawiedliwić swoje jestestwo?

Skoro dziennikarze byli zadowoleni występującym stanem rzeczy, a więc jedynie symbolicznymi, nic nie znaczącymi gestami od Ameryki w stronę Polski, to co nasz kraj musiałby zrobić, żeby być respektowanym sojusznikiem? Poddać się kolonizacji? W zamian za, w ramach poważnego poparcie, byłyby mniejsze kolejki po wizy, bo... już większość by siedziałaby zniewolona w Stanach!

Skąd się bierze ta frenetyczna w ogóle fascynacja Stanami?

Jeszcze inna rzecz, której nie rozumiem to protesty a prostesty. O ile trudno usłyszeć w mediach o głośnych protestach dot. wycofania wojsk z Afganistanu, to jakoś od wczorajszego rana jestem bombardowana zewsząd wiadomościami o sporu na temat pochówku pary prezydenckiej. Taka Gazeta Wyborcza np. jawnie się oburza, a jakoś nie zajmie stanowiska co do polskich wojsk. "Kończ waść, wstydu oszczędź!"

Godności trochę.


Tagi: polska, barack obama, afganistan
skomentuj (6)




2010-04-11 20:27:17 >> Gdy słów jest brak



Trudno mi napisać dziś notatkę, nakreślić choć parę słów.  Zależy mi jednak na wyrażeniu się jeszcze teraz, właśnie w tej chwili, gdy - jak przypuszczam - większość ludzi jest w ciągłym szoku i być może nadal nie jest w stanie pogodzić się i pojąć rozmiaru tragedii.

Od wczoraj czuję się osierocona. Zginął mój Prezydent. Ze świętej pamięci Lechem Kaczyńskim odczuwam teraz pewną więź dzięki temu, co było mi u niego bliskie - patriotyzm i bycie sobą - i to bez względu na to, co powiedzą inni.

Nie czuję się na siłach opisywać bezmiar tragedii i komentować jej też będę, bo jedynym adekwatnym komentarzem może być tylko dławienie w gardle... Chcę się w inny sposób odnieść do ostatnich wydarzeń.

W ciągu kilkunastu sekund Polska straciła wiele innych potrzebnych jej osób. Nasz na pewno odczuje nie tylko brak tych osób jako osób fizycznych, ale jako siłę intelektualną. Dlatego chciałam zaapelować - szczególnie teraz - do wszystkich o odwagę. Tak, o odwagę - o to, by nie uważać, że jest za późno by coś nowego zacząć, by coś zmienić; o odwagę by być aktywnym i bycia prawdziwym sobą (w tym pozytywnym oczywiście słowa znaczeniu). Nasz kraj nas potrzebuje - tak, nie kogoś, właśnie nas.

Tagi: prezydent, lech kaczyński, tragedia
skomentuj (4)




2010-03-02 14:58:04 >> "Humanity's overrated"

Dziś, po wielu latach, w pełni pogodziłąm się z faktem, że wolę książki, wiedzę od większości ludzi oraz z tym, że - co istotniejsze - wszelkie próby dostosowywania się do ludzi celem wejścia w dane towarzystwo, jest nie tylko absolutnie niesatysfakcjonujące ale i zupełnie bezsensowne.

I z tą optymistyczną myślą pozostaje mi się tego trzymać.



skomentuj (3)




2010-01-24 05:33:27 >> Enchanting a disenchanted world

Ogród ziemskich rozkoszy

Hieronim Bosch, Ogród Ziemskich Rozkoszy

Glasgow, Wielka Brytania.

Śmieszne miasto, śmieszny kraj. Każdy weekend jest tutaj tym samym szaleństwem. Czy to Glasgow, Edynburg, czy Londyn. Różowe limuzyny na ulicach, dziewczyny w maksymalnie krótkich sukienkach, bez rajstop (niezależnie od pogody!), sunące w imponująco wysokich szpilach do klubów, chłopacy dający mi do zrozumienia "różne rzeczy", mimo, iż część z nich ma dziewczynę (!), taksówki kursujące w tą i z powrotem nad ranem są chyba jedynimi pojazdami na ulicy; otwarte do późna take-away'e, serwujące frytki z octem, ulice zalane śmieciami - opakowaniami po frytkach, puszkami...
Rozdawanie prezerwatyw na uniwersytecie, zdaje się, że dwa razy w tygodniu, wywieszki o antykoncepcji w sklepowych przebieralniach...

Gdy wsiadałam do metra, koło dziesiątej, prawie się potknęłam o puszkę piwa. Usiadłszy na siedzeniu zobaczyłam śmieci w metrze; ta mentalność, że komuś się płaci, by to sprzątnął. Wysiadłam na wschodniej stronie (czy to tu się dźgają nożami, czy na południu?) i po paru minutach poszukiwań dotarłam do domu znajomych. Powitało mnie kordialne Oooch, it's so great you came a po chwili, Come, I'll get you a drink i zanim się zorientowałam, wypiłam potrójny shot wódki. Co by jednak nie powiedzieć, paradoksalnie, sympatycznie było. Uwielbiam te pijackie wyzniania, nagle się okazuje, że je faceci z mojej rosyjskiej grupy really do fancy me, a ja wypalam więcej niż w ciągu paru miesięcy.

Wracam do domu, kiedy impreza przybiera dość niebezpieczny dla mnie obrót. Jestem głodna, pytam kierowcę taksówki, czy McDonald jest czynny. Mówi, że nie, ale może mi dać kurczaka, ma go gdzieś w bagażniku. Ta życzliwość i bezproblemowość. Dziękuję, mówię, że zjem w domu. Podchodzę do mieszkania, drzwi do klatki otwierają mi dwie dziewczyny, które właśnie się pojawiły, i uśmiechają się porozumiewawczo.

-----

Myślę, że to jest prawdziwy kapitalizm. Wlk. Brytania to jednocześnie kraj oferujący wiele możliwiości, jak również wszelkie zakazane uciechy, które zakazane tu być przestają. Choć wybór tak prosty, to wydaje się, jakby tego wyboru nie było, bo prawie każdy pędzi za innymi, w tym samym kierunku. Kapitalizm to wg. mnie samodzielność myślenia i działania.

Kiedy skonsumujemy samych siebie?




Tagi: alkohol, londyn, wielka brytania, glasgow
skomentuj (26)




2010-01-18 16:29:02 >> Pod niebieskim firmamentem...

Każda kolejna grupa na fejsbuku, którą widzę, wydaje się być głupsza od poprzedniej, co jest pewnego rodzaju fenomenem. I tym razem nie zwróciłabym na kolejną grupę uwagi, gdyby nie jej nazwa NIE krzyżom w polskich publicznych szkołach.
Muszę wyznać, że kompletnie nie rozumiem powyższego rozczenia, mimo, iż wypowiadam się z punktu widzenia osoby, która NIE jest katoliczką (choć próbowano mi go we mnie wepchnąć) i z tą tradycją ma niewiele wspólnego. Za to tak, mówię NIE lekcjom religii w szkołach. Zastąpmy je etyką. Ale wiedza o innych religiach przekazywana być na historii być powinna. Modlitw za to żadnych.

Krzyż był, podczas całej mojej trzyletniej edukacji w państwowej szkole, elementem tak omniprezentnym, że większość czasu nie zwracałam na niego uwagi.
Lecz krzyż też jest dla mnie symbolem i to nie w tym banalnym tego zdania znaczeniu. Symbolizuje on życie ideałami oraz śmierci za nie. Mimo, iż kompletnie w to wszystko nie wierzę, uważam, że opowieść o Chrystusie jest potrzebna, a ponieważ jest tak rozpowszechniona, to najłatwiej wywiesić ten oto symbol. Co do formy się nie spieram. Prosze bardzo, może to być cokolwiek innego. Żyjemy w czasach wielu możliwości, istnieje coś takiego co się nazywa grafika komputerowa. Byle coś o tym smutnym ale i, paradoksalnie, radosnym ładunku istniało i było rozpowszechnione, przynajmniej w miejscach publicznych. Coś dla niewierzących? Przykładów innych osób, które symbolizują coś podobnego, daleko szukać nie trzeba. Giordano Bruno, Sokrates, Jan Hus, Maksymilian Robespierre Joanna d'Arc to pięć pierwszych osob, które mi natychmiast przyszły na myśl. Są to postacie, o których uczniowie uczą sie na lekcje z historii (a przynajmniej uczyć się powinni), udokumentowane itd. Ponieważ giną one jednak w odmętach historii, warto je upamiętnić raz na zawsze, ująć w jakąć klamrę, symbol.
O ile nie uważam, że potrzebna jest ludziom religia jako taka, to wyższe ideały na pewno są. Nie mówię tu nawet o wyznawaniu tych ideałów, jakiejś głębszej refleksji (nie wymagajmy od większości rzeczy tak możliwej przy ich kompetencjach, jak przysłowiowe chodzenie po wodzie), tylko samej wiedzy, że owszem, istnieje, że były osoby, którw postępowały podług nich i, mniej lub bardziej dosłownie, poświęcały nim swoje życie; oraz żeby postępować wedle najważniejszych z nich. Właśnie one, ideały, czynią nas prawdziwymi ludźmi, tymi nie tylko z nazwy.

Co u licha tym ludziom przeszkadza? Nie religia w szkole (dla mnie to dość zrozumiałe), tylko sam krzyż! Czym ich tak uraża? Nawiasem mówiąc, czy tych ludzi równie oburzają półnagie "piosenkarki" w MTV i itd.? Ano, oto jeden z trzech argumentów:

"podczas Międzynarodowego Kongresu dla Pokoju w Krakowie we wrześniu 2009 roku ktoś z niechrześcijańskich gości kardynała Dziwisza poczuł się urażony krzyżem w kapitularzu (!) klasztoru dominikanów. Z Kurii Archidiecezjalnej przyszło polecenie, aby go natychmiast zdjąć. Nie domagali się tego jednak „rozwydrzeni smarkacze” tylko najważniejsi rabini i teolodzy muzułmańscy na świecie." (cytat z tejże fejsbukowej grupy)

Ci rabini, których ja miałam okazję poznać, jakoś nigdy nie czuli się urażeni obecnością krzyży. Wiem z autopsji, że osoby reprezentujące wiarę katolicką w spotkaniu z rabinem całowały mezuzę wedle żydowskiej tradycji. Nie widzę więc powodu, dla którego rabini mieli się czuć urażeni krzyżami. A coż, teolodzy muzułmańscy jakoś nie sprzeciwiają się zbyt mocno mordowaniu kobiet w ich własnych, islamskich krajach, więc nie wiem, czy ich zdanie można brać w tej kwestii na poważnie.

Były jeszcze dwa bardzo długie i jeszcze bardziej mętne argumenty, w tym, że "Nie wolno zmuszać obywateli do niebrania udziału w czynnościach lub obrzędach religijnych ani do udziału w nich." "Niebranie" udzału?! A to krzyż jest czynnością/obrzędem religijnym?! Jest jeszcze argument w punkcie drugim jednak mimo, iż przeczytałam aż dwa razy, pozostaje dla mnie nadal tak samo niejasny jak był z początku. Osoby dociekliwe odsyłam do facebook.com i wpisanie sobie nazwy grupy, jednak nie ma sensu tam szukac sensu, ktorego nie ma.

Poza tym, krzyż to "tylko" symbol, nie epatuje niczym groźnym. Promieniuje tylko subtelnym i delikatnym przekazem. Choć może właśnie dlatego, że jest subtelny, to nie podoba się tak wielu ludziom. Dobrze. W takim razie proponuję przekaz zastępczy dla ludzi opornych na delikatność i myślenie: JEŚLI NIE POTRAFISZ SIĘ ZASTANOWIĆ, TO CHOCIAŻ O MNIE PAMIĘTAJ. *

Do rozwieszenia w każdej polskiej, państwowej szkole.


*"Przed użyciem przeczytaj ulotkę lub skonsultuj się z lekarzem, lub farmaceutą."

Tagi: krzyż, facebook
skomentuj (32)




2010-01-14 00:51:55 >> Niekończące się pytania (różne mają oblicza)

Dlaczego nie jestem taka jak inni?
Dlaczego nie jestem miła, chuda, dlaczego nie interesują mnie rzeczy, które mnie w ogóle nie obchodzą i dlaczego nie traktuję wszystkiego lekko?
Dlaczego muszę być sobą? Dlaczego nie kimś innym...?!



skomentuj (5)




2010-01-07 22:14:05 >> Do we need to be in the death car so we can be alive?

A howling wind is whistling in the night
My dog is growling in the night
Something's pulling me outside
To ride around in circles
I know that you have got the time
Coz anything I want, you do
You'll take a ride throught the strangers
Who don't understand how to feel
In the death car we're alive
In the death car we're alive


To (dla mnie) dość nietypowe, że cytuję słowa piosenki na początek notatki. Wklejanie tekstów (koniecznie angielskich!) piosenek kojarzy mi się z rozhisteryzowanymi nastolatkami i ich niebagatelnymi wynurzeniami na bliżej nieokreślone tematy. W każdym razie, ta zwykła piosenka przemówiła do mnie, tak jak film, w którym się znalazła.

Pokonując wczoraj kolejny etap podróży, czyli jadąc z Edynburga do Glasgow, obserwowałam miasto nocą. Uwielbiam miasto wieczorem, a w szczególności nocą. Każde miasto, jakie by nie było, ma w sobie wówczas coś magicznego. Nie lubię szkockich miast. Wszystkie są dla mnie bardzo podobnie architektonicznie i przez to jednolite, są małe i, jak dla mnie, nie daje wielu ciekawych możliwości. Poza tym: ci ludzie. Albo właśnie ten problem, że nie ludzie. Gdy idę przez ulicę, widzę nie indywidualności, tylko gromady, masy ludzi, sunących (tak, nie idących) przez miasto, kierowani jakąś dziwną siłą napędową. Około południa widać ludzi jedzących na ulicy, bądź zmierzających gromadnie do kawiarni/restauracji. Wieczorem są to masy sunące w kierunku pubów/klubów. Indywidualności giną gdzieś w tle.

Późny wieczór, noc jest jakaś inspirująca, szlachetna. Miło się wtedy przejść.

You'll take a ride through strangers
Who don't understand how to feel
In the death car we're alive
In the death car we're alive


Film Arizona Dream to film smutny, ale ładny obraz, opowiadający o ludziach mających siłę marzyć i dążyć do spełniania marzeń. Główny bohater, Axel, idealista, porzuca pracę w sklepie, by zamieszkać z wdową-marzycielką, która pragnie skonstruować samolot i móc dzięki niemu latać oraz z jej tajemniczą i niepokojącą pasierbicą. Z początku film wydawał mi się dość nudny i nawet trochę irytujący - pod względem nieprakryczności najważniejszych w nim bohaterów. Jednak po obejrzeniu całości film do mnie przemówił i pozostawił smutną reflekję. Nawet nie taką, że ludzie żyjący marzeniami i do nich dążący skazani są poniekąd na osamotnienie, ale, że wymaga to dużej odwagi i niezwykłego samozaparcia. Te dwie rzeczy sobie dopiero tu niedawno uświadomiłam.

In the death car we're alive

Well, at least there's a chance to be mentally wide-awake and fully alive!


Tagi: arizona dream, glasgow, in the death car we're alive
skomentuj (4)




2010-01-04 23:13:28 >> Haruka powraca - czysto osobistych reflekcji kilka

Wróciłam; na dobre mam nadzieję.

Powrót na bloga cieszy mnie. Jakaś część mnie powoli wypływa na wierzch, czyniąc pełniejszą mnie. Zmotywowana byłam, paradoksalnie, nudnym wykładem o dość współczesnej literaturze amerykańskiej. W szczegóły, przynajmniej póki co, wdawać się nie b ędę. Po wykładze miałam ochotę sięgnąć po solidne kompendium dot. amerykańskiej prozy i przewertować je w nadziei znalezienia choćby jednego ciekawego, przemawiającego do mnie wiersza.

Czy znajdę coś wartościowego z obszaru kulturowego języka angielskiego? Z czasów współczesnych? To moja mała osobista misja.

Trochę się zmieniło od ostatniego wpisu. Jestem teraz studentką w Szkocji. Prawie dwuletni pobyt w Zjednoczonym Królestwie nauczył mnie pewnych rzeczy, wzbogacił - może nie tyle w nowe reflekcje - ale choćby potwierdził je. Reflekcje niespisane, a z pewnością pewne detale bywają ulotne. Warto je więc je czym prędzej ująć w słowach. I myślę, że zrobię to wkrótce.

Tagi: pisanie, wielka brytania
skomentuj (2)




2007-05-10 01:28:27 >> A przed nią modlił się nos

Praga Północ, mimo całej swej wątpliwej sławy, intrygowała mnie od dawna pod pewnym względem. Mianowicie znajduje się tam, prawie naprzeciwko centrum handlowego Wileńska, cerkiew.





Nigdy jednak w tej cerwki nie byłam- jakkolwiek miałam okazję widzieć inne-po prostu przejdżałam przez Pragę by dostać się do innej dzielnicy i zawsze, patrząc na cerkwiew, zastanawiałam się kiedy tam wejdę.
I właśniew ten dzień nadszedł w poniedziałek. Najpierw czekała mnie wizyta w szpitalu, po której skierowałam się w kierunku miejsca wiary.
Już po otworzeniu drzwi poczułam oszołomienie wynikające z bogatwa zdobienia, a gdy byłam zupełnie w środku -i to podczas modlitwy i jeszcze pop chodził z kropidłem- dysktenie rozglądałam się na wszystkie strony (o ile można udawać, że te wspaniałości były mi dobrze znane i nie robią na mnie żadnego wrażenia). Brakowało tylko modlącego się gogolowskiego nosa! Opisywać wyglądu nie ma sensu, najlepiej samemu zobaczyć. Chciałabym jeszcze znaleźć się tam zupełnie sama, tak jak byłam niedawno w pewnym kościele, i poczuć 'majestat Boży'.
Niemniej w cerkwi było wszystko, by poczuć się jakoś inaczej.


Pilnie szukam Boga.
Ale jakoś nie mogę Go znaleźć.


skomentuj (15)

 



harukablog

ksiega gosci

2010
sierpień
kwiecień
marzec
styczeń
2007
maj
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
sierpień
lipiec


Tagi


Aktywność szeroko pojęta
Joga:filmiki
Yoga moon sequences
Low cost airlines in Europe
Eurodesk
Leonardo daVinci
European Careers
Europejski Portal Młodzieżowy
Europass

To, co mnie interesuje
Canal +
La Une - Le site officiel de la première chaîne belge francophone
Moje wypieki
Kurs HTML'a
Ministry of Foreign Affairs of Georgia
Ministry of Foreign Affairs in Georgia
Pjatyj kanal: wideoarchiw
Golos Rassiji
Authentic happiness
Chopin 2010
TF1
ORlive
NASA home
France inter
BBC 4 radio
Accueil: :Le Grand Paris
Living physics : Science News
Knowledge Bank
Crime Library
Euro Pacific
Science Direct
TED: ideas worth spreading
Scientific American
National geographic (us)
National geographic (pl)
Discovery civilisation
Discovery science
Brain Games &Brian Training
BBC news
Nieco o istocie Boga
Filozofia niemieckojęzyczna

Muzyka
recitale Sultanowa (ros.)
encyklopedia muzyki PWN
encyklopedia kompozytorów

Sztuka
Internetowa galeria sztuki
Rynek sztuki
Magazyn sztuki
Sekcja - magazyn artystyczny
Malarze

Fotografia
Fotopolis
Świat obrazu